Garnitur, żeby tylko się zbytnio nie wyróżniać. Zbliżało się zebranie 50 dyrektorów regionalnych. Ja – jedyna kobieta. Włożyłam garnitur. Nie dlatego, że miałam na to ochotę, ale żeby nie odstawać od reszty. Sukienka? Nie wchodziła w grę. Przecież i tak usłyszę jakiś komentarz. Już widzę, jak ktoś mówi: „Jakie ładne uczesanie”. Pewnie z uśmiechem. Pewnie z sympatią. Ale czy którykolwiek z mężczyzn usłyszy: „Gdzie się pan tak ładnie ostrzygł?”? Wątpię.
Monika
To niby drobiazgi, ale właśnie z takich drobiazgów składa się codzienność kobiet w świecie, który od lat był projektowany przez i dla mężczyzn. I właśnie takie momenty sprawiają, że z tyłu głowy rodzi się pytanie: czy naprawdę tu pasuję?
„Syndrom oszustki – dlaczego nawet silne kobiety czują, że nie zasługują na sukces?”
Czy zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć: “To tylko szczęście, nie zasłużyłam na to”? Albo poczuć lęk, że zaraz ktoś odkryje, że wcale się nie znasz na tym, co robisz? Jeśli tak – nie jesteś sama. Syndrom oszusta (dotyka on również mężczyzn, ale w tym artykule skupiamy się głównie na kobietach) to wewnętrzny krytyk, który nie pozwala nam cieszyć się sukcesami. Pojęcie impostor syndrome pojawiło się po raz pierwszy w 1978 roku za sprawą dwóch psycholożek: Pauline Clance i Suzanne Imes. Opisały je w książce „The Impostor Phenomenon in High-Achieving Women: Dynamics and Therapeutic Intervention”, badając 150 wykształconych kobiet, które – mimo wysokiej pozycji zawodowej i niekwestionowanych osiągnięć – uznawały swoje sukcesy za przypadek.
Na czym polega syndrom oszusta?
To nie tylko skromność. To brak umiejętności uznania swoich osiągnięć, poczucie, że nie zasługuje się na sukces i lęk, że zaraz ktoś nas „przyłapie”. Osoby z syndromem:
• nie potrafią obiektywnie ocenić swoich dokonań,
• stawiają sobie zbyt ambitne cele,
• przypisują sukcesy zbiegom okoliczności,
• sabotują swoje działania,
• unikają wyzwań z lęku przed porażką,
• żyją w napięciu i nieustannie czują potrzebę udowadniania swojej wartości.
Skąd się bierze syndrom oszusta?
Źródła syndromu oszusta są złożone. To nie tylko sprawa jednostki, ale również a przede wszystkim kwestia środowiska i kultury, w której żyjemy. I o tym mówi się zdecydowanie za mało!
Poza tym:
• wychowanie oparte na porównaniach i wysokich wymaganiach,
• niskie poczucie własnej wartości, powtarzane od najwcześniejszych lat,
• kulturowe wzorce „grzecznej dziewczynki”,
• perfekcjonizm i pracoholizm,
• brak przyzwolenia na błędy,
• presja społeczna i zawodowa.
Syndrom oszustki – cichy głos, który podważa nasze sukcesy.
Oto kilka kobiecych historii:
“Kiedy trzeba więcej niż inni”
W liceum byłam naprawdę dobra z historii. Lubiłam ją i czułam się w niej pewnie. Ale mój wychowawca – nauczyciel historii – nie do końca potrafił pogodzić się z tym, że dziewczyna może być jedną z najlepszych z jego przedmiotu. Na każdej kartkówce dawał trzy pytania – standard dla wszystkich. Ale ja zawsze dostawałam czwarte. „Dla ciebie dodatkowe, skoro chcesz mieć piątkę z historii” – mówił. Niby z uśmiechem, niby żartem, ale to nie był żart. To było przesłanie: musisz zrobić więcej niż inni, żeby zasłużyć. Nie wystarczy być dobrą. Musisz być lepsza. Perfekcyjna.
Karolina
“Nie tylko ładna, ale też mądra”
Byłam w pracy. Przemawiałam publicznie. Na koniec, jeden z uczestników – mężczyzna po pięćdziesiątce – podszedł i powiedział: „Nie tylko ładna, ale też mądra.” Uśmiechnął się. Pewnie sądził, że to komplement. A ja? Ja też się uśmiechnęłam. Byłam przecież w pracy. Nie chciałam być niegrzeczna. Ale w środku poczułam… niezgodę. I choć wtedy nie powiedziałam nic – uśmiech był moją zbroją – to dziś wiem, że takie słowa zostają. I po cichu budują coś, co wiele z nas dobrze zna: syndrom oszustki. Bo jeśli przez całe życie słyszysz, że twoje kompetencje to zaskoczenie, to w pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać: czy ja naprawdę jestem dobra, czy tylko dobrze udaję? I wiem, że tamten tekst był jednym z tych momentów, które po cichu dołożyły cegiełkę do mojego syndromu oszustki.
Basia
„Oj, nie wróżę sukcesu” – czyli jak nie dać się zniechęcić.
Na studiach bywało trudno. Zwłaszcza że do niektórych egzaminów uczyłam się już jako mama – z maleńkim dzieckiem przy boku. Pamiętam jeden szczególny moment. Z mikroekonomii (to nie był mój ulubiony przedmiot) miałam poprawkę. Na konsultacjach z wykładowcą, chcąc pokazać, że naprawdę się staram, mimo wszystko wspomniałam, że uczę się po nocach, z akompaniamentem płaczu mojego kilkutygodniowego dziecka. Profesor spojrzał na mnie i powiedział: „Oj, nie wróżę sukcesu”. Uśmiechnęłam się tylko i odpowiedziałam cicho, ale pewnie: „A ja i tak się nie poddam”. I nie poddałam, zdałam i to na 5 z plusem. I był to wyczyn, bo na tym przedmiocie odpadała połowa roku, a ja nie.
Ania
„Twój brat to ten zdolny” – czyli jak dziewczynki uczą się, że mają nie przeszkadzać.
Z dzieciństwa pamiętam głównie to, że rodzice zawsze skupiali się na moim starszym bracie. To w nim widzieli przyszłość, potencjał, kogoś, kto „na pewno osiągnie sukces”. Ja natomiast uczona byłam, żeby być grzeczną i dobrze się uczyć – ale nie za bardzo, nie rzucać się w oczy, nie zajmować za dużo przestrzeni. Brat był tym „zdolnym”, „ambitnym”, „z charakterem”. Ja – „pomocna”, „spokojna”, „cicha”.
Gosia
Nikt nie mówi tego wprost, ale przekaz jest jasny: masz nie przeszkadzać. I tak wiele dziewczynek dorasta, ucząc się, że ich rola to wspierać, słuchać, być „dobrą córką”, „dobrą siostrą”, „dobrą dziewczyną”. Nie pyskują, nie wychodzą przed szereg, nie walczą o uwagę. Bo przecież „dziewczynkom nie wypada”, a „twój brat ma ważniejsze sprawy”. A potem te dziewczynki dorastają i… nadal nie chcą przeszkadzać. Nadal nie są pewne, czy mają prawo mówić głośno. Syndrom oszustki to nie fanaberia. To realne doświadczenie wielu z nas – kobiet, ale nie tylko, które mimo pracy, kompetencji i zaangażowania, wciąż czują, że muszą „udowodnić, że zasługują”. Dlatego warto mówić o tych historiach. Dzielić się nimi. A Ty? Czy też kiedyś poczułaś, że musisz udowadniać więcej, tylko dlatego, że jesteś kobietą?